Sunday, January 20, 2013

Liebster Blog Award

    Jakiś czas temu zostałam nominowana przez podrozeslodkie do Liebster Blog Award. Za nominację i wyróżnienie bardzo dziękuję, tym bardziej, że nie spodziewałam się tak miłej niespodzianki :) Po otrzymaniu nominacji muszę odpowiedzieć na 11 pytań zadanych przez osobę nominującą, jak również wybrać 11 blogów, które chciałabym nominować i tym samym wyróżnić. Niestety nie mogę nominować blogerki/ blogera, dzięki któremu sama uzyskałam powyższą nominację (trochę dużo tu powtórzeń słowa "nominacja", ale mam nadzieję, że masło maślane z tego nie wyszło ;)

Oto pytania, zadane przez podrozeslodkie i moje odpowiedzi:

1. Kim chciałaś zostać w dzieciństwie?
Niestety nie będę oryginalna: chciałam zostać słynną piosenkarką, a potem modelką. Potem zmieniłam zdanie i marzyło mi się kariera lekarska, z której nic nie wyszło ;)

2. Podróż pociągiem czy samolotem?
Zdecydowanie pociągiem. Nie lubię skoków ciśnienia i uczucia "zatkanych uszu" w samolocie.

3. Jaki język (obcy) zawsze Ci się podobał? Jakiego się nauczyłaś?
Zawsze podobał mi się angielski, francuski, hiszpański i włoski. Póki co mówię całkiem nieźle po angielsku i ciągle uczę się francuskiego. W przyszłości chcę przyswoić również włoski.

4. Ranny ptaszek czy nocna sowa?
To zależy, ale raczej nocna sowa niż ranny ptaszek.

5. Rozważna czy romantyczna?
Kiedyś romantyczna, z wiekiem coraz bardziej rozważna.

6. Optymistka czy pesymistka?
Niestety bliżej mi do pesymistki niż optymistki (osobiście nazywam siebie realistką ;)

7. Twoja ulubiona książka? 
Uwielbiam czytać, a więc wybór jest bardzo trudny. Chyba nie mam takiej ulubionej i najukochańszej. 

8. Ulubione danie?
Nie mam jednego i ulubionego. Uwielbiam za to ryby, owoce morza, sushi, białą soczewicę, jak i polskie pierogi i rosół drobiowy.

9. Urlop nad morzem czy w górach?
Zdecydowanie nad morzem!

10. Zdjęcia czarno białe czy kolorowe?
Czarno-białe.

11. Czy była jakaś potrawa, owoc, warzywo, którego nie znosiłaś w dzieciństwie, a teraz uwielbiasz? 
Nie przypominam sobie.

A oto lista blogów, które chciałabym wyróżnić:

http://chilitonka.wordpress.com/
http://strawberriesfrompoland.blogspot.fr/
http://quelleparisienne.blogspot.fr/
http://polka-w-usa.blogspot.fr/
http://www.dziennikparyski.com/
http://fuksjowy.blogspot.fr/
http://francuski-przez-skype.blogspot.fr/
http://notatkiniki.blogspot.fr/
http://mademoisellekier.blogspot.fr/
http://ladylhoux.blogspot.fr/
http://maja-m-miusow.blogspot.fr/

Moje pytania:

1. Buty płaskie, czy na obcasach?
2. Wino białe, czy czerwone?
3. Książka, czy film?
4. Gotowanie w domu, czy wyjście do restauracji?
5. Co byś zrobiła z wygraną w Totka (powiedzmy 10 mln złotych)?
6. Z którym z żyjących lub nieżyjących artystów/ celebrytów chciałabyś zjeść kolację?
7. Wolisz kolor czarny, czy biały?
8. Skąd Twój pomysł na prowadzenie bloga?  
9. Co cenisz w relacjach między ludźmi?
10. Gdzie wybrałabyś się w podróż życia i dlaczego?
11. Jak wyobrażasz sobie siebie i swoje życie za 10 lat? 
   

My Little Paris i My Little Lyon, czyli coś ciekawego co znalazłam w sieci

     Staram się czytać po francusku z dnia na dzień coraz więcej. Szukam więc w tym celu różnych stron w sieci, magazynów, gazet, dzienników, aby móc "ugryźć" trochę tego pięknego języka i oswajać się z nim krok po kroku. Nie wiem jakie są Wasze odczucia, ale ja czytając po francusku, czy nawet po angielsku czuję się dość zmęczona po jakimś czasie, gdyż wytężam umysł kilkakrotnie bardziej niż przy lekturze w języku ojczystym. Mimo to, warto zaglądać do obcojęzycznej prasy i na strony internetowe, szczególnie jeżeli jesteśmy wzrokowcami, gdyż ułatwi nam to fotograficzne zapamiętywanie poprawnej pisowni i utrwalanie nauczonych już słów czy zwrotów.

Wczoraj natknęłam się zupełnie przypadkiem w sieci na przesłodką stronę internetową My Little Paris (w zakładce po prawej stronie możemy odnaleźć także odnośniki do stron dotyczących Lyonu i Marsylii, a także wersję anglojęzyczną w/w strony). Wydawać by się mogło, że witryn internetowych w sieci dotyczących turystyki, polecanych restauracji, muzeów i hoteli jest wiele i kolejna niczym się pewnie nie będzie wyróżniać. Po wejściu jednak na stronę My Little Paris nie mogłam przestać się uśmiechać oglądając poszczególne zakładki okraszone ślicznymi, przeuroczymi ilustracjami. Informacje zawarte na stronie mogą okazać się niezwykle przydatne dla turystów, którzy planują odwiedzić Paryż, Lyon czy Marsylię. Myślę jednak, że osoby mieszkające w tych miastach na stałe również znajdą tam ciekawe informacje dotyczące tego, co dzieje się w ich miejscu zamieszkania. My Little Paris (jak również Lyon i Marsylia) poleca ciekawe restauracje, hotele, kafejki, galerie, wystawy, premiery literackie i inne ważne i interesujące wydarzenia z życia wielkiego miasta. Na stronie można również znaleźć wskazówki dotyczące miejsc, które warto odwiedzić, a niekoniecznie znajdziemy je w popularnych przewodnikach (np. pchle targi, wyprzedaże staroci, pracownie młodych projektantów oraz miejsca gdzie kupicie najlepszą bagietkę w mieście).

Logo ze strony My Little Lyon
Pod wpływem zachwytu nad stroną My Little Paris (i oczywiście Lyon bo do tego miasta mam znacznie bliżej) postanowiłam iść za ciosem i zamówiłam na francuskim Amazonie książkę wydaną przez ekipę prowadzącą w/w strony. Pozycja, na którą się pokusiłam, to My Little Lyon, gdyż w tym mieście bywam znacznie częściej niż w stolicy Francji i dzięki książce będę mogła odkryć nowe, ciekawe miejsca (przynajmniej mam taką nadzieję). Poza tym książka jest pięknie wydana i pełna kolorowych zdjęć i cudownych rysunków, więc będzie również ucztą dla moich oczu :) Jak tylko otrzymam swoją przesyłkę, to podzielę się z Wami wrażeniami!

Miłego popołudnia!

Saturday, January 19, 2013

Pierwszy post w Nowym Roku

     Na wstępie chciałabym Wam życzyć, moi Drodzy wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku: aby spełniały się Wasze marzenia, aby na Waszym niebie zawsze świeciło słońce, a w Waszych sercach tlił się płomień miłości i dobra. Szczęścia i pomyślności dla Was wszystkich :))

Kolejna kwestia, nad którą nie mogę sobie tak po prostu przejść do porządku dziennego, to moje ogromne wyrzuty sumienia, że zaniedbałam pisanie bloga i od praktycznie miesiąca nie wrzucałam nic nowego. Nie chcę się idiotycznie tłumaczyć i szukać wymówek. Po prostu tak wyszło, że nie było mi jakoś po drodze z pisaniem i przedłużyło się to trochę w czasie. Wracam jednak, ale nie chcę obiecywać cudów i zawieść Waszego zaufania. Mogę jednak z czystym sumieniem Was zapewnić, że będę się starała z całych sił jak najczęściej zaglądać na bloga i wrzucać nowe posty z większą niż dotychczas częstotliwością. Tak więc przepraszam Was za "milczenie" licząc na Wasze wybaczenie :)

Szczerze powiedziawszy to w czasie, kiedy nie było mnie na blogu nic nadzwyczajnego nie wydarzyło się w moim "francuskim życiu". Święta spędziłam z mężem i moją nową rodziną w miłej, ciepłej i smakowitej atmosferze, choć muszę przyznać, że brakowało mi moich bliskich z Polski, naszych tradycji, itd. Pokusiłam się o lepienie pierogów z kapustą i grzybami, zrobienie kutii, piernika i krokietów. Moja francuska rodzina była zachwycona i bardzo im wszystkie nasze polskie dania smakowały, co niezwykle radowało moje serce. I całe szczęście bo Nigellą w kuchni ni jestem, a więc istniała możliwość zaliczenia kulinarnej, świątecznej wpadki ;)

Po świętach przyszedł czas na Sylwestra, którego spędziliśmy w kameralnym gronie francuskich znajomych i jednej studentki z Chin. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu owa Chinka nie miała zielonego pojęcia o Polsce... Domyślam się, że dla Chińczyków Europa kojarzy się z Francją, Wielką Brytanią czy Włochami, a kraje środkowej i wschodniej części Europy mogą praktycznie nie istnieć. Po komentarzu wyżej wymienionej dziewczyny z Azji, że do Polski się nie wybiera bo tam nikt nie mówi po angielsku ponieważ wszyscy kochają swój ojczysty język, mianowicie: rosyjski (!!!), stwierdziłam, że chyba się z nią nie dogadam... Po tak "wymownej" uwadze zamilkłam, a po kilku sekundach myślałam, że się przesłyszałam lub może ona się pomyliła lub przejęzyczyła. Niestety chińska studentka potwierdziła swój tok myślenia a ja zakończyłam temat, aby się dalej nie denerwować i nie strzępić sobie języka wyjaśnieniami, które i tak nie trafiłyby do niej.

Kolejną "atrakcją" przy kolacji było stwierdzenie wszystkich obecnych Francuzów (oprócz mojego męża, który bardzo intensywnie i wnikliwie czyta o polskiej historii), że Polska była jednym z krajów należących do bloku państw byłego ZSRR. W tym momencie nie wytrzymałam i z lekką irytacją w głosie stwierdziłam, że albo oni nie mają pojęcia o historii Europy Wschodniej, albo w ich szkołach lekcje dotyczące komunizmu i rozpadu Związku Radzieckiego mają ogromnie sfałszowany wymiar.Moja słowiańska dusza nie pozwoliła mi na milczenie i potwierdzanie przekłamań i takich oto wyżej wymienionych opinii. Atmosfera przy stole na kilka minut zrobiła się dość "zawiesista", ale przynajmniej wszyscy obecni może już w końcu wiedzą jaka jest prawda i że my, Polacy nie damy sobie w przysłowiową kaszę dmuchać. Po chwili napięcia wszystko wróciło do normy i było już całkiem sympatycznie, choć delikatny niesmak pozostał...

Na koniec załączam kilka zdjęć, które zrobił mój ukochany mąż podczas naszego krótkiego pobytu w Lyonie w okresie świątecznym. Miłego wieczoru :)

PS Ze Wzgórza Fourviere w Lyonie w słoneczne dni można zobaczyć nawet Mont Blanc. Niestety nie mieliśmy tyle szczęścia, ani odpowiedniego światła, ale widok i tak zapiera dech w piersi.







Monday, December 24, 2012

Wesołych Świąt!

Kochani, korzystając z okazji chciałabym życzyć Wam wszystkim i każdemu z osobna, wszystkiego co najlepsze na święta: rodzinnej, ciepłej atmosfery, dużo spokoju ducha, odpoczynku, miłości i chwili wytchnienia od codziennych trosk. Życzę Wam abyście w te piękne święta poczuli ich magię i potrafili się nią dzielić z najbliższymi, których kochacie.

 

A na Nowy Rok? Życzę Wam samych wspaniałości: dużo radości i uśmiechu każdego dnia, samych prawdziwych przyjaciół wokół, miłości do grobowej deski, wyśmienitego zdrowia (bo bez niego, to ani rusz!) oraz sukcesów na każdym polu i w każdej dziedzinie Waszego życia, które są dla Was istotne.

Kochajcie się, obdarzajcie miłością i wzajemnym wsparciem :) Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!!!

Saturday, December 15, 2012

Magia świąt

     Dziś mam w planach świąteczne zakupy, gdyż nie wszystkie prezenty udało mi się jeszcze upolować. Jak co roku, obiecuję sobie, że sprawę podarunków dla bliskich "załatwię" już w listopadzie, i jak co roku nic nie wychodzi z moich planów... Trochę obawiam się ogromu ludzi w sklepach i na ulicach, pomimo iż Chalon to stosunkowo małe miasto. Ściągają tu jednak w weekend tłumy z okolicznych miejscowości, a więc w sobotę na jednej z głównych ulic czasami ciężko jest przejść! Uzbrajam się jednak w cierpliwość i zaraz ruszam na świąteczne łowy :)

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam buszowanie po sklepach w poszukiwaniu świątecznych prezentów (biegania po wyprzedażach natomiast nie cierpię, o czym już pisałam chyba nawet kilka razy jakiś czas temu ;) Bardzo dużo radości sprawia mi szukanie drobiazgów, wyjątkowych rzeczy, którymi będę mogła wraz z mężem obdarować resztę rodziny. Nie chodzi o to, aby prezenty były kosztowne czy bardzo wyszukane. Najważniejszy jest gest i pamięć oraz konkretny plan. Tak - mam listę pomysłów z przypisanymi imionami, a więc mam nadzieję, że łatwiej będzie mi się robiło z nią świąteczne zakupy i skróci to czas ich poszukiwania. Polecam Wam również zrobienie takiej listy jeżeli jeszcze nie kupiłyście wszystkich prezentów dla Waszych bliskich.

Zawsze miałam wielkie chęci aby świąteczne upominki wykonać chociaż w niewielkiej części samodzielnie. Nie zostałam jednak obdarzona zdolnościami manualnymi, a więc jak zwykle kończyło się tylko na pomyśle. To naprawdę przemiłe i fantastyczne uczucie otrzymać od bliskiej osoby coś, co wykonała sama, własnoręcznie. Dla takich jednak beztalenci w sektorze zdolności manualnych jak ja, sklepy i centra handlowe stoją otworem ułatwiając zadanie :)

Uciekam zatem na świąteczne łowy życząc wszystkim cudownego dnia. A już niedługo druga część moich subiektywnych spostrzeżeń dotyczących rytuałów i francuskich zwyczajów.

Wednesday, December 12, 2012

Codzienne zwyczaje i małe rytuały we Francji, cz. I

   Za kilka tygodni minie rok odkąd przeprowadziłam się do pięknej  Francji. Czas płynie szybko, czasami tak sobie myślę, że może nawet ciut za szybko;) Był to natomiast rok pełen wrażeń, zmian, nowości i ciągłych odkryć. W związku z tym chciałabym podzielić się z Wami swoimi subiektywnymi spostrzeżeniami dotyczącymi codziennych francuskich zwyczajów i małych rytuałów, które udało mi się zaobserwować w przeciągu tych kilku miesięcy mieszkania na francuskiej ziemi.

1. PRACA
 
Na początku bardzo mnie zaskoczył i nawet przeszkadzał fakt, iż we Francji (no może w Paryżu jest inaczej bo to wielkie, turystyczne miasto) wszystkie sklepy, kioski, biura, banki i inne lokale usługowe są zamknięte między godziną 12:00 a 13:30-14:00! Wszyscy mają wtedy przerwę na obiad, i albo wracają do swoich domów aby wraz z rodziną i najbliższymi zjeść szybki, zdrowy posiłek, albo pędzą do restauracji lub małego bistro na drobną przekąskę (tylko lokale gastronomiczne są wtedy otwarte).

Warto również zaznaczyć, że we Francji tydzień pracy ma 35 godzin, a więc o pięć mniej niż w Polsce. Pracę zaczyna się na przykład o 9:00, a między 12:00-13:30 lub nawet 14:00 jest przerwa na obiad. Na miejsce pracy wraca się po posiłku i zostaje tam do 17:00 lub 18:00.
Złośliwi twierdzą, że Francuzi się nie przepracowują, ale skoro kraj się rozwija, a gospodarka póki co ma się dużo lepiej niż na przykład w naszej ojczyźnie, to uważam, że należy sobie darować takie niezbyt "sympatyczne" uwagi ;)

2.  POSIŁKI

Kult jedzenia, celebrowania posiłków, spotkań z rodziną i znajomymi jest we Francji na porządku dziennym. Zapraszanie się nawzajem na kolacje i aperitify (tzw. apero) to w kraju nad Sekwaną czysta przyjemność! Bardzo lubię takie spotkania w gronie najbliższych i znajomych gdyż mogę wtedy zaserwować coś z kuchni polskiej, albo skosztować jakiegoś pysznego francuskiego dania jeżeli to akurat my idziemy do kogoś z wizytą.

Kolacja zaczyna się od apero (aperitif), mniej więcej około godziny 19:00-20:00. Gospodyni serwuje swoim gościom zdrowe przekąski (kawałki marchewki, oliwki, pomidorki koktajlowe), jak również bardziej kaloryczne przystawki (orzeszki, chipsy, krakersy czy saucisson - pyszna, francuska kiełbasa pokrojona w plastry), do których kobiety najczęściej wybierają białe wino lub kir (tu możecie poczytać co to takiego). Mężczyźni natomiast sączą piwo lub Ricard (osobiście bardzo nie lubię tego specyfiku, gdyż w jego skład wchodzi anyż, którego zapach przyprawia mnie o mdłości...). Po godzinnej (albo i dłuższej) celebracji aperitifu przychodzi czas na kolację, na którą serwowane są przysmaki kuchni francuskiej, ale i nie tylko. Wielu młodych ludzi we Francji lubi kuchnię meksykańską, orientalną czy włoską, a więc pastisz kolorów, barw i zapachów na stole może być naprawdę zaskakujący. Po obfitej kolacji, do której pije się odpowiednio dobrane wino przychodzi czas na deser. Tutaj również panuje dość duża dowolność, choć osobiście najczęściej spotykam się się ciastem czekoladowym, musem czekoladowym, tartami owocowymi czy na przykład owocami podanymi w ramach czegoś słodkiego po kolacji (dominują brzoskwinie, nektarynki i jabłka czy melony).
W niektórych francuskich domach zamiast deseru podaje się różnego rodzaju sery (niektórzy nie odmawiają sobie ani deseru, ani skosztowania serów). Osobiście uwielbiam większość nabiałowych specjałów serwowanych przez Francuzów, do których idealnie pasuje kawałek świeżej, pachnącej bagietki.

3. DIETA

Wielu ludzi ciągle zastanawia się jak Francuzki to robią, że są z reguły bardzo szczupłe i zadbane. Jest na to jedna i prosta odpowiedź: jedzą tylko 3-4 razy dziennie, nie podjadają między posiłkami, unikają pieczywa i tłustych potraw okraszonych śmietanowymi sosami i deserów. Nie katują się bynajmniej, ale nie opychają na siłę i potrafią sobie odmówić wielu kulinarnych zakazanych owoców. Zauważyłam również, że w wielu przypadkach zachowanie szczupłej sylwetki niekoniecznie jest podyktowane wyglądem modelek z wybiegu Chanel czy Yves Saint Laurent, lecz po prostu dbałością o zdrowie, wygląd cery i dobre samopoczucie (zgadzam się w 100% z powiedzeniem: "jesteś tym, co jesz").

 4. WINO

Sporo ludzi zachodzi w głowę jakim cudem Francuzi piją takie "ogromne" ilości wina, a potrafią "trzeźwo" myśleć i normalnie funkcjonować. Otóż, rozwiązanie tej zagadki jest banalnie proste: picie wina na aperitif, potem do kolacji, następnie do deseru czy serów ma wymiar celebracji, smakowania, delektowania się, a nie upijania butelką na osobę. Tak zwana lampka wina według Francuzów, to często objętość 1/3 albo i 1/4 małego kieliszka (dla Francuzów nalewanie wina po tak zwane "brzegi" jest nieeleganckie i nie o to w tym wszystkim chodzi). Wino pije się tu aby docenić jego walory smakowe, aby się nim delektować, dodać pikanterii potrawom i deserom, a nie po to aby wstając od stołu czuć się pijanym. Kultura picia wina w kraju nad Sekwaną ma bardzo długą i bogatą tradycję. Oczywiście jak wszędzie i tutaj znajdą się "amatorzy procentów", należy jednak pamiętać, że dla Francuzów wino, to świętość: tak jak dla Chińczyków herbata, czy dla Włochów makaron.


Już niedługo kolejna porcja moich subiektywnych spostrzeżeń dotyczących codziennych zwyczajów i małych, francuskich rytuałów.

Tuesday, December 11, 2012

Grudniową porą

   Po dłuższej nieobecności postanowiłam w końcu powrócić do pisania :) Sporo obowiązków, ogólny brak weny twórczej i przeciągające się uciążliwe przeziębienie skutecznie uniemożliwiały mi wrzucanie nowych postów. Najważniejsze jednak, że dziś mogę w końcu napisać kilka zdań.

Tak kompletnie na marginesie, to muszę z przykrością stwierdzić, że w ogóle nie czuję magii świąt ani tego, że 24 grudnia zbliża się wielkimi krokami. W naszym uroczym Chalon sur Saone nie widać na ulicach wielu świątecznych dekoracji, sklepy nie kuszą promocjami, z wystaw nie wyglądają Święte Mikołaje ani przystrojone choinki, więc dość trudno poczuć magię Bożego Narodzenia. Poza tym pogoda nie napawa również optymizmem gdyż nie mamy śniegu, a za to ciągły deszcz, temperaturę w okolicy zera, brak słońca i wszechobecny przenikliwy wiatr. Brrrr....Najchętniej zapadłabym w zimowy sen ;)

Teraz powrót na ziemię i kilka zdań o tym, co działo się u mnie podczas dość długiej nieobecności w blogosferze. Zakończyłam swoją przygodę ze stażami, a teraz z utęsknieniem wyczekuję świąt i staram się nie myśleć o tym, co czeka mnie po Nowym Roku.

Swój pierwszy staż zaliczyłam w jednej ze szkół językowych w Chalon, gdzie dawałam lekcje angielskiego dwóm przemiłym Francuzkom. Przyznam szczerze, że było to całkiem sympatyczne doświadczenie i sporo się nauczyłam o funkcjonowaniu takich placówek we Francji. Spędziłam tam jedynie tydzień, ale obfitował on w sporo różnych "atrakcji", a więc było interesująco i intensywnie. Poznałam tu również międzynarodową załogę, ma którą składają się między innymi asystentka z Białorusi, lektorka z Irlandii, kolejna nauczycielka z Niemiec i właścicielka szkoły -  Francuzka. Placówka jest raczej kameralna, ale zajęcia w niej zorganizowane są na wysokim poziomie i na brak uczniów nie mogą tam narzekać. Oferta szkoły obejmuje lekcje indywidualne, jak i zajęcia grupowe dla pracowników firm i korporacji z całego departamentu, a nawet regionu (szkoła ma trzy placówki w całej Burgundii).

Zdjęcie wnętrza Muzeum Denon ze strony www.legrandchalon360.fr
Mój drugi tydzień stażu spędziłam w Muzeum Denon, które ma dość mocną pozycję w regionie, a nawet i w całej Francji. Placówka nie powala swoim ogromem jak na przykład Luwr, ale zwiedzający na pewno się nie zawiodą odwiedzając to miejsce w samym sercu Chalon. Muzeum podlega oczywiście pod merostwo jak większość tego typu placówek we Francji, a więc aby dostać tam pracę należy poczekać na bardzo rzadką rekrutację i przystąpić do konkursu! Tak niestety wygląda praca w tzw. "budżetówce" w kraju nad Sekwaną (od poznanej tam przesympatycznej pani z Polski dowiedziałam się, że na pracę w tym muzeum są wieloletnie kolejki bo coś takiego jak normalna rekrutacja praktycznie nie istnieje!). Nie wiem czy tak jest w rzeczywistości, ale uwierzyłam w to, co usłyszałam i postanowiłam podzielić się z Wami takimi informacjami na blogu. Jeżeli posiadacie wiedzę dotyczącą pracy na stanowiskach państwowych, podlegających pod urzędy miasta, to oczywiście czekam na Wasze komentarze i wieści w tej kwestii.


 Ostatni tydzień stażu spędziłam w Muzeum Nicephore'a Niepce'a w naszym uroczym Chalon. To ostatnie miejsce na mojej skromnej "mapie kariery" we Francji polecam wszystkim zwiedzającym z czystym sumieniem. We Francji są tylko dwa muzea, których motywem i tematem przewodnim jest fotografia, w tym jedno z nich właśnie w naszym małym mieście. Oprócz zabytkowych eksponatów, dotyczących powstawania fotografii, początków i wynalazków Niepca i Louis Daguerre'a, znajdziemy tu również prace fotografów współczesnych z całego świata. Wystawy zmieniają się co kilka miesięcy, a przygotowywane są z wielkim zaangażowaniem, szczegółami i pieczołowitością. W muzeum pracuje ponad pięćdziesiąt osób, które wkładają w swoje obowiązki wiele poświęcenia i serca. Ci ludzie to pasjonaci fotografii, historii jej powstawania, rozwoju, ale również osoby, które zajmują się dokumentowanie eksponatów i obiektów muzealnych (mają ich tu kilka milionów!!!). W Muzeum Niepca poznałam wielu fantastycznych ludzi z charyzmatycznym dyrektorem na czele. Dogląda on osobiście prac nad nowymi wystawami i uczestniczy w wybieraniu tematyki, a później konkretnych zdjęć, które będą zdobić ściany muzeum przez kolejnych kilka miesięcy.

Zdjęcie wnętrza Muzeum Niepce'a ze strony http://www.museeniepce.com/
Podczas mojego ostatniego dnia stażu w Niepcie udało mi się poznać osobiście znanego, francuskiego fotografa Patricka Bailly-Maitre-Grand (tu możecie obejrzeć jego prace, jak również zapoznać się z ciekawą biografią i historią jego wystaw oraz wernisaży na całym świecie). To naprawdę fantastyczne uczucie po prawie roku bezrobocia z wyboru "wyjść z ukrycia" i posmakować trochę wielkiego świata sztuki, nawet jeżeli nie mieszka się w Paryżu ;)

Moje plany na najbliższą przyszłość? Nie posiadam żadnego asa w rękawie i nie mam zamiaru się tym póki co zamartwiać. Chcę cieszyć się świętami, nadejściem Nowego Roku, a później zobaczymy. Uwielbiam obrzędy przejścia, do których zmiana daty w kalendarzu na kolejny rok właśnie się zalicza. Idę więc z nadzieją do przodu i po cichu liczę na to, że wraz z nadejściem Nowego Roku zacznie się dla mnie kolejny, czysty rozdział, którego karty będę zapisywać samymi pozytywnymi wydarzeniami w każdej dziedzinie życia. Tej zawodowej także :)