Sunday, September 30, 2012

Barcelona, w drodze na wzgórze Tibidabo

     Dziś ostatnia odsłona naszej wyprawy do Barcelony. Mimo, iż jestem ostro przeziębiona i czuję się fatalnie mam dość leżenia bezczynnie w łóżku, postanowiłam więc wrzucić ostatnią porcję naszych zdjęć z wycieczki do miasta Gaudiego. 
     Barcelona w swojej różnorodności zachwyca i wprawia w osłupienie. Myślę, że nawet tak wybredni i wiele oczekujący turyści jak ja znajdą tu coś dla siebie i wrócą z Barcelony z miłymi wspomnieniami. 

Na początek zdjęcia z naszej pieszej wędrówki na wzgórze Tibidabo, gdzie po drodze natknęliśmy się na piękne wille z przełomu XIX i XX wieku budowane dla bogatych mieszkańców Barcelony. Okazałe domy służyły majętnym barcelończykom jako letnie rezydencje. Muszę przyznać, że ich ogrom i przepych wprawiły mnie w osłupienie, ale jak najbardziej pozytywne. Niestety na zdjęciach nie udało się uniknąć wiszących przewodów elektrycznych... Mimo to, myślę, że można dość dokładnie obejrzeć sobie te okazałe letnie wille.

Piękne wille mijane w drodze na wzgórze Tibidabo

Imponujący dom

Mały pałacyk w drodze na wzgórze Tibidabo

Okazała willa w okolicach Tibidabo

Stacja Funicularu, czyli elektrycznego, szynowego pojazdu, który wwozi turystów na wzgórze Tibidabo

Widok na Barcelonę ze wzgórza. Pogoda niestety nie dopisała...

Kościół na szczycie wzgórza Tibidabo

W drodze powrotnej dostrzegliśmy również tą architektoniczną perełkę                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                             






Saturday, September 29, 2012

Barcelona, czyli miasto które należy koniecznie odwiedzić, cz II

     Barcelona, miasto wielu kultur i języków; miasto magiczne, które przyciąga rzesze turystów z całego świata. Metropolia otwarta, przyjazna, różnorodna, zarówno pod względem architektonicznym, jak i kulturowym. Barcelona, to miasto, które należy odwiedzić bez dwóch zdań i bardzo się cieszę, że akurat je wybraliśmy na naszą podróż poślubną.

Każdy w Barcelonie znajdzie coś dla siebie: wąskie, urokliwe uliczki Dzielnicy Gotyckiej, perły architektury Gaudiego, parki, ogromny port pełen pięknych jachtów, szerokie, zadbane plaże, muzea i galerie sztuki. Dla nocnych marków miasto nigdy nie zasypia i ten, kto ma ochotę spędzić wieczór na wycieczkach po barach i restauracjach nie będzie czuł się zawiedziony. Dla każdego więc coś interesującego.

Poniżej zdjęcia miejsc, kamienic, ulic, budynków, które mam nadzieję chociaż w jakimś stopniu przybliżą Wam to szczególne miasto i jego niepowtarzalny klimat. Barcelona jak dla mnie, to przede wszystkim genialny Antonio Gaudiego: charakterystyczne linie, zdobienia, "udziwnienia"; nie da się po prostu przejść obojętnie obok Casa Batllo czy Casa Mila. Zresztą sami zobaczcie:

 
Ulice Barcelony
Katedra w Barcelonie
Ulice Barcelony
Łuk Triumfalny w Barcelonie








Park Guell

Park Guell

Słynna salamandra w Parku Guell

Park Guell

Dom, w którym mieszkał Antonio Gaudi

Sagrada Familia

Casa Amatller przy Passeig de Gracia 41, projekt Josep Puig i Cadafalach

Casa Batllo rzy Passeig de Gracia 43, projekt Antonio Gaudiego

Casa Mila przy Passeig de Gracia 92, projekt Antonio Gaudiego

Hotel Casa Fuster przy Passeig de Gracia 132

Barcelona, czyli miasto które trzeba zobaczyć, cz I

     Od wielu lat moim wielkim marzeniem był wyjazd do Barcelony. To pragnienie uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą, gdy zanurzyłam się w świat "Cienia wiatru" Zafona i sięgnęłam po jeszcze inne powieści, których akcja dzieje się właśnie w mieście Gaudiego. Sugerując się opiniami znajomych, magicznym klimatem książek w/w autora i jakimś takim dziwnym przeświadczeniem, że Barcelona, to najpiękniejsze miasto na świecie ruszyłam wraz z ukochanym w naszą podróż poślubną.

Nie obyło się bez przygód już na samym początku naszego przyjazdu. Wina leży jak najbardziej po mojej stronie, gdyż w korespondencji mailowej z hostelem podałam złe daty rezerwacji... Po przyjeździe na miejsce zastaliśmy zamknięte drzwi i wisiała nad nami perspektywa spędzenie nocy pod gołym  niebem lub znalezienie sobie innego lokum. Na szczęście po wykonaniu kilku telefonów (zabraliśmy ze sobą wydrukowane informacje dotyczące hostelu), miła pani przybyła, otworzyła nami drzwi i dała klucze do pokoju. Mieliśmy szczęście ale tylko przez chwilę ponieważ na kolejne noce musieliśmy się przenieść do hotelu z braku wolnych miejsc w tym oto hostelu. Cena nieporównywalnie większa, ale za to standard o niebo lepszy i w sumie nie ma tego złego jak to się "ładnie" mówi ;) 

Hotel, w którym spaliśmy (hostel również widnieje pod tą samą nazwą) mogę Wam polecić z czystym sumieniem. Mieści się on dosłownie parę kroków od hałaśliwej i gwarnej La Rambli (Las Ramblas), czy ulubionej przez turystów ulicy spacerowej Barcelony. Jak dla mnie to miejsce stosunkowo "przereklamowane" i zdecydowanie za bardzo turystyczne. Nie przepadam za takimi tłumami, a przeciskanie się w gąszczu turystów i innych dziwnych ludzi oferujących różnego rodzaju używki, nie należało do przyjemności. La Ramblę będąc w Barcelonie należy zobaczyć i przespacerować się nią od Placu Catalunya do pomnika Krzysztofa Kolumba, ale ten jeden, jedyny raz jak najbardziej wystarcza. Poza tym ciągłe oglądanie się na torebkę czy plecak pilnując aby nikt nas nie okradł nie należy do przyjemności. Tak więc La Rambla jako "must see" oczywiście tak, ale na jeden raz, przynajmniej dla mnie.




Las Ramblas


Las Ramblas
Fiat 500 w hallu naszego hotelu Chic & Basic Las Ramblas


Hotel Chic & Basic Las Ramblas

Mapy i pamiątki z Barcelony


Album o La Rambli


Przewodniki po Barcelonie, bilety na pociąg w drodze na wzgórze Tibidabo

Będąc w Barcelonie i przechadzając się w okolicach La Rambli należy koniecznie odwiedzić cudowny, tętniący życiem targ La Bouqeria. Można tam kupić wiele typowych, hiszpańskich przysmaków począwszy od owoców, serów, wędlin, win, przypraw, warzyw na owocach morza kończąc. Uwielbiam tego typu "markety" a spacerowanie alejkami pełnymi pyszności, to dla mnie ogromna frajda! Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Mieszanina zapachów, kolorów, pozytywnego gwaru z targu La Bouqeria działa niesamowicie! Naprawdę fantastyczne doznania estetyczne, jak i smakowe. Polecam gorąco!

La bouqeria, wejście główne

La Bouqeria, pyszne sałatki owocowe

La Boqueria, stragan z warzywami i owocami
La Bouqeria, owoce morza

La Bouqeria, coś dla miłośników świeżych przypraw

La Bouqeria, owocowy raj
La Bouqeria, szynki, wędliny i inne mięsne przysmaki

Wednesday, September 26, 2012

Powrót z wakacji

Kilka dni temu wróciliśmy z naszej "podróży poślubnej", na którą wybraliśmy się do pięknej Barcelony. Już niedługo wrzucę sporo zdjęć z naszej wyprawy i opiszę jak było. Wiem, że blog ma być o Francji, ale skoro wybraliśmy się do Hiszpanii i uważam tą wycieczkę za bardzo udaną, to dlaczego mam nie podzielić się wrażeniami z wakacji? Poza tym w drodze powrotnej zahaczyliśmy o Avignion, a więc trochę i o Francji będzie oczywiście ;)

Trzymajcie się ciepło póki co i dbajcie o siebie - ja się kuruję herbatą z miodem, cytryną i imbirem bo jakieś przeziębienie mnie dopadło... Dużo słońca wszystkim życzę :)

Friday, September 14, 2012

Coś do poczytania, coś do obejrzenia

Po powrocie do Francji mam sporo czasu na nadrobienie zaległości w lekturze. Nową szkołę zaczynam od października, a więc w przerwach między samodzielną nauką francuskiego sięgam po książki i oglądam nowości w internecie.

Dla wszystkich fanów Paryża, klimatu miasta zakochanych, języka francuskiego i romantycznych przygód polecam książę "Lekcje francuskiego" autorstwa Ellen Sussman. Pisarka pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, ale kilka lat swojego życia spędziła w Paryżu, a więc w książce nie ma przekłamań ani zmyślonych miejsc. Miasto miłości opisane przez autorkę aż pachnie croissantami, świeżą kawą i aromatem dobrego wina. Wszytko to okraszone lekkimi, acz dającymi do myślenia historiami miłosnymi. Książka nie należy do tych najwyższych lotów ani zapewne nie stanie się tą niezapomnianą po wsze czasy. Jeżeli jednak wolny wieczór macie ochotę poświęcić niezobowiązującej, lekkiej, lecz barwnej lekturze, to bez obaw sięgnijcie po tę pozycję. Autorka w ujmujący sposób kreśli postaci, opowiada ich historie, a w tle Paryż, miasto magiczne i pełne miłości. Książkę gorąco polecam!

Zdjęcie z sieci





Chciałabym Wam również polecić film, który widziałam dwa dni temu. Polski reżyser (Paweł Pawlikowski, twórca "Lata miłości"), gwiazdy światowego formatu (Ethan Hawke, Kristin Scott Thomas), ujmująca muzyka, niezła roli Joanny Kulig i świetna historia, nie do końca logiczna i spójna, ale trzymająca w napięciu. Nie chcę się "bawić" w recenzowanie gdyż nie jestem w tym dobra, a więc o filmie możecie poczytać więcej w sieci lub zobaczcie trailer, który załączam poniżej. Mnie film urzekł swoim mrocznym klimatem; tym, że Paryż został w nim pokazany nie tylko jako miejsce odwiedzane przez miliony turystów i jako miasto tylko bogatych, szczęśliwych, dobrze ubranych ludzi. W tej produkcji Paryż, to jeden z bohaterów, który kryje swoje mroczne tajemnice w zakamarkach ulic. Oczywiście najważniejsza jest historia Harry'ego Ricksa (w tej roli Ethan Hawke), jego emocje, jego przemyślenia, jego starania. Naprawdę polecam gdyż to kino na światowym poziomie według mojej oczywiście subiektywnej opinii.


Powrót do Francji

Dość długo nie było mnie na blogu, a więc dziś czas aby nadrobić trochę zaległości. Wyjazd do Polski na miesiąc, spotkania ze znajomymi i rodziną i inne "atrakcje" trochę wybiły mnie z rytmu, ale już spieszę z wyjaśnieniami :)
W moim życiu działo się sporo, ale chyba najważniejszym z wydarzeń był mój własny ślub. Zaszczyciłam w końcu swoją obecnością grono szczęśliwych mężatek i z ogromną przyjemnością stwierdzam, że bardzo dobrze mi z tym :)

Obrazek zaczerpnięty z internetu
Kilka osób zadało mi pytanie: po co tak naprawdę ten cały ślub, papier, wesele, niepotrzebny stres i nerwy. Odpowiedź jest tylko jedna: jeżeli kogoś kochasz, to chcesz się mu oddać w całości, a tzw. "papier" niby nic nie znaczy, a jednak pokazuje trochę inny kierunek. Jako młoda mężatka czuję się dużo bardziej odpowiedzialna za mojego partnera, za decyzje, których nie mogę już podpinać tylko pod siebie, za naszą przyszłość, jak również za teraźniejszość i prozę życia codziennego. Wiadomo, że małżeństwo to nie sama sielanka i nie należy patrzeć na nie przez pryzmat różowych okularów. Od zawsze byłam realistką (niektórzy twierdzą, że nawet pesymistką ;) i wiem, że nie zawsze będzie kolorowo, że za jakiś czas może wkradnie się rutyna, że w natłoku codziennych zadań i obowiązków nie będziemy mieć dla siebie wystarczająco dużo czasu, że być może czasami po prostu będzie nudno. Ale wiecie co? Nie boję się bo wiem, że idę przez życie z kimś, kto mnie wspiera, rozumie, pociesza w chwilach smutku, jest moim najlepszym przyjacielem. Bo w miłości nie tylko pożądanie, fascynacja, wspólne mieszkanie, czy obowiązki są istotne, ale wzajemny szacunek, oddanie i przyjaźń. 

Gdy opadną pierwsze emocje, gdy "miłość" zostanie odarta z romantyzmu, namiętności i początkowej zaślepiającej fascynacji to, co po tym wszystkim zostanie, to jest prawdziwe uczucie. Kiedyś pewna mądra starsza pani powiedziała mi: "Wiesz, mam 80 lat, ale nadal kocham mojego męża i cieszę się, że jesteśmy razem mimo wielu trudów i zawirowań. Wybaczyłam mu wiele, pozwoliłam wrócić i dziś jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Bo ludzie muszą się przede wszystkim lubić, aby umieć żyć ze sobą. Miłość miłością, ale przyjaźń, to podstawa dobrego związku". 

Póki co moja miłość przeżywa ten piękny, gorący okres i nie w głowie mi rutyna i zgorzknienie. Jak każda młoda mężatka głęboko wierzę, że tak będzie zawsze i to się nigdy nie zmieni. I tak chcę myśleć i tak myśleć będę :) Bo w miłość trzeba wierzyć tak jak się wierzy w drugiego człowieka. Bo cóż by to było za życie bez wiary w miłość i nadziei na jej nieśmiertelność?



Wednesday, September 12, 2012

Chalon sur Saone wrześniową porą

Witajcie,

tak się niestety złożyło, że nie miałam kompletnie czasu zaglądać na bloga i wrzucać nowych postów. Następnym razem opiszę szerzej co działo się w moim życiu podczas tej dość długiej nieobecności, a dziś załączam kilka zdjęć, które wykonaliśmy razem z mężem w naszym pięknym mieście Chalon sur Saone.

Do następnego razu :)