Do tego postu zbierałam się dość długo, ale chyba przede wszystkim dlatego, że chciałam sobie zanotować w głowie jak najwięcej swoich subiektywnych spostrzeżeń. Myślę, że część II nie będzie ostatnią bo przecież każdego tygodnia obserwuje jakieś "nowinki" we francuskim życiu, więc pewnie za jakiś czas pojawią się kolejne spostrzeżenia. Poniżej kilka podpunktów dotyczących codziennych zwyczajów i małych rytuałów, które udało mi się zaobserwować w mojej nowej ojczyźnie.
1. Całowanie na przywitanie
Wiele lat temu oglądając francuskie filmy i jeszcze kompletnie nie podejrzewając, że kiedyś Francja stanie się moim nowy domem, zauważyłam, że Francuzi całują się w obydwa policzki na powitanie. Trudno to nazwać całowaniem gdyż wygląda to raczej jak takie " policzkowe przytulanie". Zwyczaj niby miły i sympatyczny, ale... No właśnie ja mam małe "ale". Nie przepadam za kontaktem fizycznym z obcymi ludźmi i nie uśmiecha mi się ich całowanie i dotykanie przy pierwszym poznaniu. We Francji doznałam więc małego szoku, gdy wszyscy (dosłownie WSZYSCY) od razu się nachylają i chcą mnie całować na dzień dobry, a są to znajomi mojego męża, których widzę pierwszy raz w życiu, dalsi członkowie mojej nowej francuskiej rodziny, ale również rodzice kolegów mojego ukochanego i jego współpracownicy, czy nauczycielka w szkole! Mieszkam we Francji już ponad rok, a nadal nie lubię tego gestu na powitanie. Zdarzało mi się też często wyciągać po prostu rękę przy pierwszym spotkaniu (tak przecież robi się w Polsce!), ale ludzie patrzyli wtedy na mnie jak na kosmitkę. Gdy więc teraz poznaję kogoś nowego od razu przygotowuje się na to, że ta osoba nachyli się do buźkowania moich policzków. Nie wiem, może kiedyś ten zwyczaj mi się zacznie podobać. Na razie mam mieszane uczucia...
2. Ciągłe pytania czy wszystko w porządku i życzenia miłego dnia, miłego popołudnia, wieczoru itd.
Podobnie jak Amerykanie co chwila pytają "how are you ?", tak Francuzi na początku każdej rozmowy rzucają słynne: "ça va ?". My Polacy może nie należymy do najbardziej uprzejmych narodów świata, ale nie wyobrażam sobie, aby ktoś mnie w naszym kraju pytał "jak się masz ?". Owszem, pytamy: co słychać, jak leci, itd. ale takie "jak się masz" brzmi dość idiotycznie (przynajmniej w moim odczuciu - pisałam na początku, że będzie subiektywnie ;). Zapytałam też kiedyś mojego męża po co tak naprawdę wszyscy rzucają co chwila to słynne "ça va" i jaka byłaby ich reakcja gdybym na przykład powiedziała, że "źle się mam". Nigdy jeszcze od nikogo nie usłyszałam odpowiedzi w stylu "mam się nieciekawie", albo po prostu: "mam się bardzo źle". Jak dla mnie więc takie sztampowe pytanie i udawanie, że kogoś to naprawdę interesuje jest bez sensu bo i tak wiadomo, że każdy odpowie, że ma się świetnie i że wszystko jest w porządku. To samo tyczy się słów miłego dnia, miłego wieczoru itd., które słyszę od każdej pani w sklepie czy urzędzie. Ci ludzie wyrzucają z siebie te słowa jak automaty i mam wrażenie, że nawet się już nie zastanawiają po co to tak naprawdę mówią.
3. Urządzanie wielkich przyjęć urodzinowych dla członków rodziny w każdym wieku.
W Polsce w pewnym wieku "nie wypada" już świętować urodzin bo czym tu się niby cieszyć? Że jesteśmy coraz starsi, a na twarzy przybywa nam kolejnych zmarszczek? Dla tego też w naszym kraju imieniny mają się chyba znacznie lepiej niż organizowanie przyjęć urodzinowych. Oczywiście są i takie regiony, gdzie i u nas urodziny świętuje się z wielką pompą niezależnie od wieku: tak jest na przykład na Śląsku. Muszę przyznać jednak, że zadziwił mnie fakt, iż w rodzinie mojego męża co chwila jest jakaś wielka impreza bo ktoś ma urodziny. Jedziemy na kolejne tego typu "party" pod Lyon na początku marca. Jubilat będzie miał 40 lat, a więc chyba trudno nazwać go dzieckiem (organizowanie urodzin kojarzy mi się z imprezą dla kilkulatków). Mało tego: owa impreza urodzinowa nie będzie małym przyjątkiem w domu jubilata, ale wielką imprezą na kilkadziesiąt osób z wynajętym w tym celu lokalu gastronomicznym! Jak dla mnie trochę dziwne, ale to może coś ze mną jest nie tak ;)
4. Picie kawy w mikroskopijnych filiżankach.
Nie wyobrażam sobie rozpoczęcia dnia bez aromatycznej kawy z dodatkiem mleka, podanej w kubku lub filiżance o pojemności co najmniej 250 ml. Francuz takiej kawy nigdy się nie napije. Pamiętam jak wszyscy kręcili ze zdziwienia głowami, kiedy zapytałam o mleko do kawy w domu moich teściów. Teraz już wiedzą, że jak ich odwiedzamy to powinni mieć chociaż małą butelkę mleka dla mnie i przestało ich to wprawiać w osłupienie. Francuzi piją kawę czarną, nie za mocną, bez mleka, ale często z cukrem. Nie podają jej jednak w filiżankach do jakich my Polacy jesteśmy przyzwyczajeni, ale w maleńkich kubeczkach lub mikroskopijnych filiżaneczkach, które przechylają jednym haustem i tyle! Już po kawie - jeden łyk i do widzenia. Nie dam się zmienić na ich modłę i dalej piję swoją kawę w kubku z mlekiem, dodaję też łyżeczkę cukru - oni się dziwią, a mi smakuje i przynajmniej mam czas aby się tym napojem delektować, a nie traktować go jak syrop na kaszel.
5. Five o'clock, czyli czas na herbatkę ;)
Francuzi lubią sobie stroić żarty z Anglików i często nie pozostawiają na nich suchej nitki. Wyobrażacie sobie zapewne jakie więc było moje zdziwienie gdy zaobserwowałam ich uwielbieniem dla picia herbaty! Herbatę często piją do śniadania, nawet kosztem kawy, potem około 17:00 w weekendy również raczą się herbacianym napojem w towarzystwie jakiegoś kalorycznego dodatku (np. ciasta czekoladowego czy jakiejś tarty), a na noc obowiązkowo sięgają po herbatkę na dobry sen. Osobiście herbatę uwielbiam i jestem fanką jej wielu gatunków, więc ten miły herbaciany zwyczaj jak najbardziej przypadł mi do gustu. Francuzi po posiłkach często raczą swoje podniebienia tzw.
infusion, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza zalać, wlać, zaparzyć, a takie miano nadają wszystkim herbatom owocowym, czy ziołowym. Już mnie nie dziwi więc picie
infusion na dobre trawienie, na spokojny sen czy takich, które mają rzekomo oczyszczać organizm z toksyn. Wszystkie tego typu specyfiki, to dla Francuza nic innego jak
infusion.
Na dziś to chyba tyle. Za jakiś czas zapewne pojawią się jakieś nowe obserwacje, którymi nie omieszkam się z Wami podzielić.
Miłego wieczoru :*