Wednesday, June 18, 2014

Marzenia o emigracji kontra rzeczywistość, czyli kilka porad dla tych, co planują wyjazd do Francji

     Od dawna dostaję sporo e-maili od młodych osób z Polski, które pytają mnie o życie we Francji, gdyż sami noszą się z zamiarem emigracji do tego pięknego kraju. Postanowiłam więc zawrzeć w tym poście trochę praktycznych informacji i moich subiektywnych obserwacji dotyczących zmagań z tutejszymi realiami. Mam nadzieję, że ten wpis okaże się pomocny i rozwieje choć odrobinę wątpliwości młodych Polaków, chcących zacząć nowe życie we Francji.

JĘZYK FRANCUSKI

     Wiele osób ciągle żyje w przekonaniu, iż znając nawet bardzo dobrze język angielski poradzi sobie wyśmienicie na francuskiej ziemi i z marszu znajdzie świetną oraz ciekawą pracę - otóż niestety nie. Francuzi są bardzo oporni i niechętni do rozmów w języku innym niż ich ojczysty, a konwersacje po angielsku ograniczają do niezbędnego minimum - np. podczas spotkań biznesowych, czy wymian studenckich typu Erasmus. Uwierzcie mi, że nawet młodzi ludzie, którzy skończyli świetne studia we Francji w wielu przypadkach nie mówią po angielsku, o innych językach obcych nie wspominając. Z czego wynika ta francuska niechęć lingwistyczna? Przede wszystkim z poziomu nauczania języków obcych we francuskich szkołach - podobno jest niezwykle niski i mało komu chce się zgłębiać tajniki choćby angielskiego na własną rękę. Poza tym po prostu lenistwo i "narodowa duma" często stereotypowo podtrzymywana przez Francuzów "zamyka" ich na konwersacje w obcych językach. Znam oczywiście sporo rodowitych mieszkańców Francji, którzy biegle władają angielskim, niemieckim czy hiszpańskim, a nawet chińskim, ale proszę uwierzcie mi, że to naprawdę nie jest tutaj normą. Tak więc marząc o życiu we Francji powinniśmy przede wszystkim postawić na naukę francuskiego - bez znajomości tego języka na poziomie chociaż średnio - zaawansowanym, nie ma co marzyć o ciekawej i dobrze płatnej pracy. Znajomość innych języków obcych jak angielski, czy niemiecki będzie oczywiście zawsze dodatkowym atutem, ale trzeba sobie wbić do głowy raz na zawsze, że bez znajomości francuskiego nie ma co się łudzić, że zdarzy się cud i będziemy robić zawrotną karierę nad Sekwaną. 

Gdzie uczyć się francuskiego?

     Wszystkim tym, którzy mieszkają jeszcze w Polsce, a póki co mają w planach wyjazd do Francji polecałabym z czystym sumieniem wszelkie sprawdzone kursy językowe w dobrych szkołach. Z własnego doświadczenia mogę podpowiedzieć, że najlepiej na takie zajęcia uczęszczać do osoby, której językiem ojczystym jest francuski. Przed wyjazdem do Francji zapisałam się na indywidualne korepetycje do młodej Ukrainki, która skończyła w Polsce filologię romańską. Dziewczyna była przesympatyczna i mało wymagająca jeżeli chodzi o koszta, ale oprócz odmiany czasowników avoir i etre, niczego więcej się u niej nie nauczyłam. Warto więc zapisać się do poleconej szkoły lub nauczyciela i mieć pewność, że czas i pieniądze, które inwestujemy nie pójdą na marne. Wiadomo, że przy nauce języka bardzo dużo trzeba pracować samemu w domu, robić wiele ćwiczeń, dużo czytać i się osłuchiwać, ale uwierzcie mi, że nauczyciel ma OGROMNE znaczenie! Po trzech kursach jestem w stanie rzetelnie potwierdzić, że profesorowie akademiccy, z którymi miałam zajęcia na Uniwersytecie w Besancon byli po prostu fenomenalnymi belframi, którzy w logiczny i zrozumiały sposób potrafili wytłumaczyć nawet najbardziej zawiłe zagadnienia gramatyczne. Świetna kadra i doświadczenie mają naprawdę bardzo duże znaczenie jeżeli myślimy o nauce języka obcego.

Jeżeli natomiast już jesteście we Francji i czujecie się trochę zagubieni w nowej rzeczywistości, polecam poszukać informacji w internecie o darmowych kursach francuskiego w Waszym miejscu zamieszkania. Wiadomo, że w dużych miastach takich opcji jest dość sporo i można wybierać, ale w mniejszych miejscowościach już nie jest tak kolorowo. Warto zarejestrować się również w Pole emploi, czyli francuskim Urzędzie Pracy (wiem, że w Polsce to nieciekawie się kojarzy, ale we Francji jest znacznie lepiej). To właśnie dzięki Pole emploi odbyłam 2 darmowe i kilkumiesięczne kursy językowe oraz miałam możliwość załapania się na trzy krótkie staże. Urząd Pracy we Francji naprawdę może nam pomóc, choć niestety często trzeba tam chodzić, pisać, dzwonić i upominać się o swoje. Moim zdaniem jednak warto, gdyż płatne kursy francuskiego tutaj są okrutnie drogie i mało którą osobę bez wysokich zarobków po prostu na nie stać.

Kiedy zacząć naukę języka?

     Jak najwcześniej jest to możliwe! Jeżeli dopiero zaczynacie studia i planujecie emigrację po uzyskaniu dyplomu, to najlepiej zapisać się na francuski już wtedy, kiedy tylko postanowicie, że chcecie wyemigrować. Niestety ten piękny język do łatwych nie należy, ale z drugiej strony nie ma co się od razu zniechęcać. Im szybciej jednak zaczniecie naukę, tym pewniej będziecie się czuć i łatwiej Wam będzie już po przyjeździe do Francji.

Jak się uczyć?

     Oprócz standardowych kursów i zajęć, polecam Wam dużo czytać po francusku - mogą to być zarówno książki, czasopisma, jak i strony internetowe, czy choćby komiksy. Super sprawą jeżeli chodzi o osłuchanie się z językiem jest codzienny, choćby kilkunastominutowy kontakt np. z francuskim radiem. Osobiście polecam stację France Inter (można słuchać online), gdzie znajdziecie informacje o tym co się dzieje aktualnie we Francji, jak i na świecie. Ponadto mówią tam czysto, płynnie i bardzo wyraźnie, a więc nie ma większego problemu ze zrozumieniem. 

Świetną metodą do nauki jest również oglądanie francuskich filmów z polskimi napisami - można osłuchać się z językiem potocznym i wyłapać sporo zwrotów, których używa się np. tylko w mowie. 

Podsumowując: bez dobrej znajomości języka, nie ma co porywać się z motyką na słońce i planować emigracji do Francji. Taka jest brutalna rzeczywistość.

FORMALNOŚCI PRZED WYJAZDEM

     Od 1 lipca 2008 roku, obywatele Polski nie muszą posiadać żadnych pozwoleń na pracę we Francji (to samo dotyczy pozwolenia na stały pobyt na terenie tego kraju). Dzięki temu, iż jesteśmy członkami Unii Europejskiej możemy cieszyć się takimi oto przywilejami. Warto pamiętać jednak o ważnym dowodzie osobistym i paszporcie - czasami potencjalny pracodawca wymaga posiadania tego drugiego dokumentu, mimo iż teoretycznie można się tu legitymować naszym polskim dowodem osobistym. 

Polskie prawo jazdy jak najbardziej obowiązuje we Francji i nie ma potrzeby wymieniać go na francuskie.

Przed wyjazdem warto udać się do tłumacza przysięgłego, który dokona tłumaczeń ważnych dyplomów i certyfikatów (np. językowych). Jeżeli myślicie o podjęciu studiów uzupełniających we Francji, to warto się upewnić czy potencjalna uczelnia nie wymaga np. przysięgłego tłumaczenia wykazu wszystkich zaliczonych wcześniej przedmiotów i ocen (punktów). Wszelkie tego typu tłumaczenia warto wcześniej załatwić w Polsce, gdyż we Francji będziecie narażeni na co najmniej podwójne koszta.

SZUKANIE MIESZKANIA WE FRANCJI

   To jest temat rzeka i można by o tym pisać i pisać... Nigdy nie mieszkałam np. w Paryżu, ale z doświadczeń mojego męża i wielu naszych znajomych mogłam wywnioskować, że szukanie lokum w stolicy Francji, to istna droga przez mękę... 
Przede wszystkim ceny - powalają często na kolana i tak np. jeden z kolegów mojego męża płacił ponad 800 euro miesięcznie za 14-metrowy pokoik z umywalką! Oczywiście plus rachunki za internet i zużycie wody, prądu, ewentualnie gazu, itd. Wybierając więc Paryż jako miejsce naszej emigracji należy pamiętać, że koszty wynajmu mieszkania, czy pokoju mogą nas nieźle dobić finansowo (i psychicznie).

Jeżeli chodzi o sam proces poszukiwań, to już tutaj bardzo często zaczynają się schody. Po pierwsze: mało kto we Francji wynajmuje mieszkanie bezpośrednio, gdyż woli cała papierkową i tzw. "brudną" robotę zlecić agencji nieruchomości. Po wizycie w takowej agencji niejednokrotnie włos się na głowie jeży, gdyż ilość wymaganych dokumentów i zaświadczeń przyprawia o zawrót głowy. Oprócz standardowo wymaganych zaświadczeń o zatrudnieniu i zarobkach + wyciąg z konta bankowego, należy wskazać osoby trzecie, które będą naszym "żyrantem", czyli osobą, na która spadną wszelkie opłaty w razie gdy np. stracimy pracę lub wydarzy się jakiś inny wypadek losowy. W większości przypadków takimi "żyrantami" są rodzice, starsze rodzeństwo lub ktoś inny z rodziny. Mało która agencja wynajmie mieszkanie bez takiego zabezpieczenia.

Gdy uda nam się bez szwanku przejść całą procedurę dotyczącą wynajmu mieszkania i szczęśliwie podpiszemy umowę, będziemy musieli wpłacić kaucję w wysokości co najmniej jednego czynszu. Ponadto wszelkie dodatkowe opłaty jak: woda, gaz, prąd, telefon, internet, kablówka, ogrzewanie - są naliczane dodatkowo. No i co bardzo istotne: gdy już wynajmiesz mieszkanie, podpiszesz umowę, to czeka cię teraz załatwianie formalności związanych z rachunkami. Trzeba zadzwonić do EDF (firmy dostarczającej prąd) i podać swoje dane oraz dokładny adres wynajmowanego mieszkania, na który będą przychodzić rachunki (na nasze nazwisko). Podobnie jest z GDF (firma dostarczająca gaz). Taka sama droga czeka nas w załatwianiu internetu i ewentualnej telewizji kablowej czy satelitarnej - wszystkie umowy są na nasze nazwisko i na adres mieszkania, które wynajmujemy.

WAŻNE:  We Francji nawet jak się wynajmuje mieszkanie, to płaci się tzw. podatek od zamieszkania (co roku mniej więcej w październiku wysyłane jest rozliczenie). Nie ma mowy o tzw. wynajmie bez papierów, czy "na czarno" - mieszkasz, to rachunki są na Twoje nazwisko, umowa z agencją nieruchomości również, a więc i podatek musisz od wynajmowanego lokum odprowadzić (podatek dochodowy, to już zupełnie oddzielna bajka).
Co istotne: podatek od zamieszkania nie jest taki sam dla wszystkich miast, miasteczek i wsi we Francji i jest uzależniony od gminy, w której wynajmujemy lokum. Na przykład w miejscowości Doubs, w której obecnie mieszkamy podatek od zamieszkania wynosi nieco ponad 10% wysokości rocznego czynszu; w sąsiednim, dosłownie do nas "przyklejonym" Pontarlier taki podatek, to już prawie 19% wysokości rocznego czynszu! Warto więc w momencie poszukiwań mieszkania i na takie rzeczy zwracać uwagę. 

No i na koniec wątku dotyczącego mieszkania: w praktycznie każdym ogłoszeniu znajdziecie informacje o wysokości zużycia prądu i gazu w danym lokum (co przekłada się na późniejsze rachunki). Najlepsza opcja to mieszkania, których zużycie wynosi pomiędzy A i C, ewentualnie D. Literki E, F, G zwiastują duże zużycie prądu i gazu, a co za tym idzie - duże rachunki.
Ponadto z własnego doświadczenia polecam Wam szukać mieszkań ogrzewanych gazem. Nasze  poprzednie lokum w Chalon sur Saone dość mocno zrujnowało nasz budżet, gdy w rozliczeniu rocznym musieliśmy dopłacić ponad 800 euro za prąd, który naciągnęło nam ogrzewanie (co najgorsze: w mieszkaniu i tak cały czas było zimno). Tak więc gaz dużo bardziej się opłaca, mimo, że do tanich również nie należy. No, ale to taka moja osobista rada ;)

W najbliższym czasie możecie liczyć na kolejny post, w którym napiszę o poszukiwaniach pracy we Francji, tutejszej biurokracji (między innymi o zakładaniu konta bankowego), ubezpieczeniach i zawieraniu związków małżeńskich.

Czekam na Wasze uwagi i komentarze - być może o czymś zapomniałam albo coś mi umknęło i bardziej doświadczone emigrantki mogą to uzupełnić :)

Miłego wieczoru!

Friday, May 30, 2014

Kadry z Podlasia

    Nowy post miał być na początku tygodnia, ale się nie udało. Nic straconego jednak, gdyż to właśnie dziś zapraszam Was na małą wycieczkę po Podlasiu.

Pisałam już kiedyś trochę o tym regionie Polski, przy okazji zdjęć z Białegostoku. Mam nadzieję, że niektórych z Was zachęciłam do odwiedzenia tego zakątka naszego pięknego kraju, a jeżeli nie, to być może dzisiejsza fotorelacja podsunie Wam pomysł na jeden z letnich weekendów :)

Podlasie, to region bardzo zielony i naprawdę malowniczy jeżeli chodzi o przyrodę. Amatorzy pieszych i rowerowych wycieczek, kajakarze czy najnormalniejsi w świecie turyści nie wyjadą stąd w poczuciu porażki i zmarnowanego czasu. Podlasie łączy w sobie dziką, pełną niespodzianek przyrodę, jak również wielkomiejski szyk. Białystok, to miasto, które na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat rozwinęło się w bardzo szybkim tempie. Jest to dość spora metropolia na wschodniej mapie Polski, gdzie styka się wiele kultur i religii. Poza tym stolica Podlasia, to znaczący i duży ośrodek akademicki ze świetną Politechniką, Uniwersytetem Medycznym, Muzycznym i wieloma innymi szkołami wyższymi. Na ulicach spotkać można tu wielu obcokrajowców, którzy przyjechali na wymiany studenckie lub po prostu na uczelnię, a więc między innymi dzięki temu miasto jest otwarte, ciekawe i barwne.

Wybierającym się do Białegostoku polecam odwiedzić Pałac Branickich, przejść się po pobliskim, dość dużym parku Planty, skosztować regionalnych smakołyków w jednej w wielu tutejszych restauracji i wybrać się koniecznie do Galerii Sztuki Arsenał - jednej z najlepszych i najbardziej znaczących w całej Polsce. Dla odwiedzających Białystok polecam również wizytę w Operze Podlaskiej, która mimo niedługiego stażu swojej działalności, stała się już istotnym miejscem na mapie sztuki i kultury w naszym kraju. 

Podczas mojego ostatniego pobytu w Polsce nie miałam za bardzo możliwości, aby zwiedzać i robić wiele zdjęć. Przede wszystkim pogoda bardzo skutecznie krzyżowała wszystkie moje plany, gdyż prawie cały czas padało i było bardzo zimno... No cóż, w dzień mojego wylotu powrotnego do Francji na termometrach zobaczyłam grubo ponad 20C i było mi strasznie smutno, że gdy ja muszę wracać, to ciepło i słońce zawitały na Podlasie. 

Zapraszam Was na wycieczkę po Mielniku - małej, podlaskiej miejscowości, położonej malowniczo w dolinie rzeki Bug. Miasteczko jest urokliwe, zadbane i prężnie się rozwija stawiając na turystykę. Udało nam się odwiedzić Muzeum w Mielniku, gdzie można dotknąć strojów z filmowej Trylogii Henryka Sienkiewicza. Podobno reżyser pod urokiem mielnickich terenów postanowił przekazać na rzecz Muzeum dużą część kostiumów ze swoich filmów. Miło z jego strony, prawda?
Trafiliśmy również na wernisaż ikonografa, Arkadiusza Świętchowkiego, który opowiadał o swoich pracach i latach nauki spędzonych na Akademii Sztuk Pięknych w Moskwie. Przyznam, że artysta opowiadał niezwykle ciekawie, a pisane przez niego ikony (ikony się właśnie pisze - nie maluje, nie rysuje, a pisze), naprawdę mogły zachwycić. 
 
Na stronie internetowej gminy Mielnik możecie znaleźć wiele przydatnych i praktycznych informacji dotyczących dojazdu, bazy noclegowej jak i lokali gastronomicznych. Myślę, że takie weekendowy wypad do Mielnika, to świetny pomysł dla spragnionych spokoju i ciszy mieszkańców wielkich miast. Z ciekawostek: Mielnik stara się o miano uzdrowiska, dzięki bogatym źródłom wód leczniczych. W tej niewielkiej miejscowości znajduje się również odkrywkowa kopalnia kredy, która jest jedyną tego typu czynną w Polsce - można ją zwiedzać z przewodnikiem, po wcześniejszym umówieniu.
 
 Oto kilka kadrów z zielonego, spokojnego i pełnego magicznego uroku Podlasia!

Rzeka Bug


Muzeum Ziemi Mielnickiej, kostiumy z filmowej Trylogii



Ikona autorstwa Arkadiusza Świętochowskiego

Ruiny Kościoła Zamkowego w Mielniku



Widok na Bug z góry Zamkowej

Pozostałości po Zamku w Mielniku

Widok z góry Zamkowej

Widok z góry Zamkowej


Podlaskie krajobrazy

Podlaskie krajobrazy

Sunday, May 25, 2014

Co nowego...?

   Witajcie! Nie zapomniałam o blogu - piszę tak na zapas, gdyby ktoś pomyślał, że zdezerterowałam ;) Przez trzy tygodnie byłam w Polsce i nie w głowie było mi siedzenie przed komputerem. Szykuję jednak dla Was nowy, świeżutki post z mojego pobytu w pięknej ojczyźnie, dzięki któremu będziecie mogli odkryć uroki Podlasia.

Urodziłam się w stolicy dzisiejszego województwa podlaskiego, czyli w Białymstoku (wcześniej było to województwo białostockie). Na studia wyjechałam do Warszawy, gdzie spędziłam ponad osiem lat swojego życia (studia + praca). 

Gdy przyjeżdżam do Polski, to przebywam głównie na Podlasiu, które bardzo lubię i stąd moja "misja", aby ten wspaniały region przybliżyć większemu gronu odbiorców i zachęcić do odwiedzenia tegoż skrawka polskiej ziemi.

Nowy post w związku z moim pobytem na Podlasiu już na początku przyszłego tygodnia. Mam nadzieję, że poniższe zdjęcie zachęci Was do odwiedzenia tego pięknego regionu, który nazywany jest "zielonymi płucami Polski":




Tuesday, April 15, 2014

Książki, które polecam i te, które okazały się chybionym zakupem

     Wczoraj był post, w którym polecałam Wam zapoznanie się z nowym portalem informacyjnym NEOMEDIA, a dziś będzie o książkach, które pochłaniam w dość sporych ilościach.

Zawsze jak jestem w Polsce, to zostawiam sobie miejsce w walizce na nowości, które dołączą do niemałej już całkiem biblioteczki. Ostatnim razem w ojczyźnie byłam w grudniu i oczywiście nie obyło się bez odwiedzenia dużej księgarni, gdzie zaopatrzyłam się w kilka ciekawych (i mniej ciekawych) pozycji. 

Na początku chciałabym Wam polecić z czystym sumieniem powieść Elizabeth Bard "Lunch w Paryżu". Jako, że zaraz po przyjeździe do Francji stałam się wielką fanką książek, w których emigrantki takie jak ja opisywały swoje życie i zmagania z nową rzeczywistością na francuskiej ziemi, tak też często sięgałam po tego typu powieści. "Lunch w Paryżu" jest właśnie jedną z nich. To historia młodej Amerykanki, która dla ukochanego z Bretanii postanowiła rzucić Nowy Jork i Londyn i zamieszkać nad Sekwaną. Książka jest momentami bardzo śmieszna, ale też i wzruszająca. Historia wydaje się bardzo prawdziwa i rzeczywista, gdzie piękno i urok Paryża przeplatane są często ze smutkiem, rozczarowaniem lub zdziwieniem głównej bohaterki. Emocje, które towarzyszą młodej Elizabeth po przyjeździe do Francji są bardzo skrajne: z jednej strony zachwyt nad potrawami, francuską kulturą, stylem życia, paryską nonszalancją, z drugiej zaś jednak strony - tęsknota za "swojskością" Ameryki i nierzadko brutalne zderzenie z rzeczywistością na obcej ziemi (szukanie pracy, brak perspektyw, uczucie wypalenia i zniechęcenia, różnice kulturowe i problemy językowe). Książka poza tym przeplatana jest wieloma przepisami na pyszne francuskie (i nie tylko) dania, które są idealnie wkomponowane w opowiadaną historię. Niestety podane przepisy są moim zdaniem dość chaotyczne i mało konkretne, a i z dostępnością wielu składników można mieć kłopot... (nawet we Francji). Generalnie jednak powieść Elizabeth Bard polecam na leniwe wieczory i sobotnie popołudnia w towarzystwie dobrej kawy. Poprawa humoru gwarantowana! Chciałabym zaznaczyć, że nie jest to literatura "najwyższych lotów", ale lekka i sympatyczna książka, po którą warto sięgnąć dla relaksu.



Kolejne powieści z cyklu "emigracyjno - wyjazdowego", to książki Isabelle Lafleche "Kocham Nowy Jork" i "Kocham Paryż". Na ich zakup skusiły mnie recenzje na kilku blogach i stronach internetowych, czego w sumie nie mogę żałować. Podobnie jak "Lunch w Paryżu", tak i powieści pani Lafleche nie są wielkimi dziełami literatury światowej, ale nadają się w sam raz na wolny wieczór, czy wakacje. Główna bohaterka Catherine, ambitna prawniczka (rodowita Francuzka) zmaga się z przeciwnościami losu i codziennością w jednej z międzynarodowych kancelarii prawniczych w Nowym Jorku. W książce "Kocham Nowy Jork" można znaleźć sporo: katorżniczą pracę w korporacji, zmagania z szukaniem mieszkania na Manhattanie, bolesny zawód miłosny, świat zarówno wielkiej finansjery, jak i prestiżowych domów mody oraz upragnioną nadzieję na prawdziwą miłość. Dalsze losy Catherine możemy śledzić na łamach powieści "Kocham Paryż" i tutaj pojawia się maleńki zgrzyt... Mianowicie: pierwsza część powieści o losach Catehrine była dosyć ciekawą, ale też i lekką przygodą czytelniczą, zaś jej kontynuacja w Paryżu, to już trochę odgrzewany kotlet... Schematyczność akcji, przewidywalność wątków i irytująca momentami naiwność (albo wręcz głupota) głównej bohaterki momentami nudzą, ale też i po prostu wkurzają! Dotrwałam jednak do końca i... wszystko wskazuje na to, że szykuje się trzecia część losów Catherine, i to znowu w innym mieście świata. Ba! Na kolejnym kontynencie! Nie wiem czy autorka rzeczywiście planuję wydanie następnej powieści z Catehrine w roli głównej, ale koniec w "Kocham Paryż" ewidentnie na to wskazuje. Tak czy siak, czytało się łatwo, lekko i przyjemnie, ale bez wielkiego "wow"!



Pozostając w klimacie Paryża i Francji chciałabym wspomnieć o poradniku "Lekcje Madame Chic" autorstwa Jennifer L. Scott. Tą książkę zaliczam do jednej z największych porażek w dziedzinie swoich księgarnianych zakupów. Poradnik jest po prostu nudny i przewidywalny i jak na mój gust ma niewiele wspólnego ze stylem, czy wizerunkiem prawdziwej paryżanki. O paryskim szyku pisałam niedawno na blogu i nadal podtrzymuję, że coś takiego nie istnieje, a więc książka Jennifer L. Scott okazała się dla mnie totalną porażką... Wiadomo, że Amerykanie zachwycają się Europą (szczególnie Francją i Włochami), a więc ich opinie są raczej mało obiektywne i trafne... "Lekcje Madame Chic", to moim zdaniem stek głupawych porad i powielanie stereotypów, które już i tak krążą po świecie i walka z nimi, to jak batalia z wiatrakami... Jennifer L. Scott w swojej książce zachwyca się rzeczami jak dla mnie oczywistymi i nie wnoszącymi nic nowego. Autorka jak naiwna nastolatka odśpiewuje peany pochwalne czerwonej szmince, nudnym kolorom ubrań i stylowi życia rodem z domów burżuazji. Jej porady w stylu: "Kontroluj poziom stresu. Kiedy czujesz, że fala stresu wzbiera, wpraw sobie nastrój" lub: "Delikatnie podkreśl swoją urodę makijażem au naturel, kiedy chcesz wyglądać świeżo i młodzieńczo" ,czy też: "Naucz się doceniać, to co już masz"  są tak oczywiste, że wydawałoby się, iż nawet dziecko z podstawówki ma je głęboko wpojone. Z książki pani Scott nie dowiedziałam się nic nowego, nic mnie nie zaskoczyło, za to co drugie zdanie wprawiało w zażenowanie lub powodowało napad śmiechu. Tego poradnika nie polecam w ogóle i bardzo dziwi mnie fakt, iż Wydawnictwo Literackie podjęło się wydania takiego bezużytecznego gniota.


Przedostatnią książką, o której chciałabym napisać jest "Wiedeńska gra" hiszpańskiej pisarki, Carli Montero. Jej pierwszą powieść wydana w Polsce "Szmaragdowa tablica" był całkiem ciekawą lekturą na wolne dni, czego niestety o "Wiedeńskiej grze" do końca powiedzieć nie mogę... Wydawałoby się, że mamy tu wszystko, czego potrzebuje powieść sensacyjno - szpiegowska: mamy tajemnicę, zagadkę, mroczny zamek pod Wiedniem, inteligentną główną bohaterkę, intrygę, tajemnicze bractwo, wątek romantyczny i interesującą scenerię stolicy Austrii z początku XX wieku. Książkę przeczytałam do końca, ale tak naprawdę w jej akcję wciągnęłam się po około 100 stronach. Na początku jest nudno, nie wiadomo w ogóle o co chodzi i dlaczego, a tak naprawdę całe rozwiązanie zagadki na końcu pozostawia niedosyt i niedomówienia. Ogólnie rzecz biorąc Carla Montero pisze płynnie próbując czarować czytelnika swoją prozą strona po stronie, pozostawiając jednak dziwną "przestrzeń", która do mnie osobiście średnio trafia. Zakupu książki nie żałuję, ale czy jest to powieść wszech czasów? Na pewno nie. Tak czy siak - można sięgnąć.


Ostatnią pozycją, o której chciałabym wspomnieć jest "Suka" Katarzyny Grygi. Muszę przyznać z największą szczerością, że przez kilkadziesiąt pierwszych stron książki trochę się męczyłam, by później zatopić się w niej całkowicie. Proza Katarzyny Grygi, to historia młodej kobiety o wymownym imieniu Suka. Tytułowa bohaterka mieszka w Warszawie, jest wolnym strzelcem jeżeli chodzi o życie zawodowe, ale dzięki temu czuje się niezależna, a i na zarobki narzekać nie może. Suka jest kobietą biseksualną, ma więc problemy zarówno natury damsko- męskiej, jak i damsko-damskiej. Bohaterka jest dość specyficzna, można by rzecz mało sympatyczna, zdystansowana do ludzi i nielubiąca bezpośredniego kontaktu z innymi, ani tak zwanej "gadki-szmatki" o wszystkim i o niczym. Suka na początku trochę szokuje swoim podejściem do życia, słownictem i zachowaniem, momentami odstrasza i przeraża, by później w wielu momentach pozytywnie zaskoczyć. Główna bohaterka, to kobieta konkretna, pewna siebie i zdeterminowana. Wie czego chce i nie daje się nabrać na oklepane banały. W pewnym momencie jednak traci pracę i musi szukać takiej bardziej na stałe. Trafia do korporacji - i tutaj mamy pełny, rzetelny i klarowny obraz systemu wielkich, międzynarodowych firm: przedmiotowe traktowanie, harówka po godzinach, praca za darmo, brak szacunku i uwagi szefa - to wszystko jak najbardziej wspisuje się w obraz dzisiejszych korporacji. 
Książka nie jest nudnym i naiwnym romansidłem, ani słowotokiem sfrustrowanej trzydziestolatki, ale odważnym manifestem i głosem osób z mojego pokolenia. Powieść jest mocna, ostra i konkretna - nie ma tu miejsca na banały, piękne słówka, czy infantylne czasami opisy relacji międzyludzkich. To książka bardzo prawdziwa, ale i niełatwa w odbiorze. Polecam ją jednak wszystkim bardzo gorąco i czekam na kolejną powieść Katarzyny Grygi, która ma się ukazać podobno jeszcze tej jesieni.

To tyle na dziś! A Wy polecicie mi może coś ciekawego do czytania? Za kilkanaście dni lecę do Polski i planuję szturm na księgarnię, a więc wszelkie sugestie mile widziane :) 

Miłego dnia!

Monday, April 14, 2014

Powiew świeżości na polskiej scenie internetowej - gorąco polecam!

   
     Minęło sporo czasu od ostatniego wpisu na blogu, w którym cokolwiek bym polecała, a więc czas nadrobić zaległości ;) Jako, że lubię pomagać innym i wspierać interesujące i wartościowe projekty, tak właśnie dziś z przyjemnością chciałabym Wam zarekomendować coś ciekawego.
 
Portali informacyjnych w polskiej sieci jest dość dużo, ale niestety nie każdy z nich jest opiniotwórczy, rzetelny i niesie za sobą ciekawy przekaz. Nie chcę w tym miejscu wymieniać z nazwy kilku największych gigantów na rynku stron z newsami, ale chyba każdy wie dobrze, o których mowa.

Od kilku miesięcy prężnie działa i rozwija się strona internetowa z najnowszymi informacjami, a także wieloma innymi ciekawymi zakładkami. Tym, którzy jeszcze nie znają NEOMEDII, chciałabym krótko przybliżyć jej atuty. To strona bardzo nowoczesna, pełna soczystych kolorów, które dodają jej uroku i świeżości. Innymi zaletami jest klarowność i przejrzystość informacji oraz różnorodne zakładki, w których każdy znajdzie coś dla siebie: aktualności, gospodarka, strefa kobieca, strefa męska, nauka i technika, sport, kultura czy moda i trendy. 

Myślę, że NEOMEDIA może stać się konkurencją dla najbardziej popularnych obecnie w Polsce portali informacyjnych. Polecam zajrzeć na stronę i osobiście się przekonać, że warto na niej zostać na dłużej.

Tutaj możecie zobaczyć szczegółową prezentację portalu. Gorąco zachęcam do odwiedzenia :) A co Wy sądzicie o NEOMEDII?

Miłego popołudnia!


Thursday, April 3, 2014

Przedwiosenne kadry z Franche Comte

    Wiosna przyszła niepostrzeżenie i możemy cieszyć się słońcem, ciepłem i długim dniem (w Pontarlier słońce zachodzi kilka minut po 20:00!). Tak więc wykorzystując pierwsze przedwiosenne dni, postanowiliśmy jak co niedziela pozwiedzać okolicę :) 

Zapraszam do wycieczki po naszym pięknym regionie. Poniżej zdjęcia zarówno z naszego departamentu Doubs, jak również z sąsiedniego - Jura. Może planując na przykład długi weekend majowy skusicie się na odwiedzenie pięknego regionu jakim jest Franche Comte? Gorąco polecam!

Miłego wieczoru!

W drodze do La Source de la Loue ( źródła jednej z rzek w naszym departamencie)

A oto i źródło rzeki Loue - prawda, że piękna kaskada?


La Loue

Belvedere de Renedale



W oddali miasteczko Ornans, o którym wspominała tutaj

Gorges de la Saine, czyli blisko źródła kolejnej rzeki we Franche Comte (tutaj już departament Jura)


Le Lac de Chalain, czyli piękne i urokliwie położone jezioro (znajduje się pomiędzy Champagnole i Lons le Saunier w departamencie Jura)

Les Cascades du Herisson


Największy wodospad spośród 7 kaskad Herisson