Sunday, June 9, 2013

Le Mont d'Or i Metabief

    Nasze nowe miasto, Pontarlier położone jest na ponad 800 metrach n.p.m., a więc mieszkamy dość "wysoko". W zimie podobno jest tu mnóstwo śniegu, a temperatura potrafi spaść do -15C, a nawet -20C! Chyba nadchodzącej zimy poczuję się jakbym była w Polsce ;) No cóż, patrząc z innej perspektywy cieszę się, że zaledwie 18 km od domu znajduje się mała wioseczka Metabief, która zasypana białym puchem zaczyna tętnić życiem :) Dlaczego? A no dlatego, że staje się małym, okolicznym kurortem narciarskim! Hurraaa! Góry mamy pod domem (nawet ich początek widzę z balkonu - zdjęcie poniżej, które jednak nie oddaje w pełni pięknego krajobrazu), a więc nie będę miała już wymówki i muszę się nauczyć porządnie jeździć na nartach. Jasne jest, że w Metabief znajduje się  tylko jeden wyciąg i jedna, dość duża góra do szusowania, ale lepsze to niż nic i ma sporo zalet: blisko od domu i zapewne oszczędniej niż w Alpach. Oczywiście we francuskie Alpy na pewno pojedziemy ponieważ mój mąż jest uzależniony od jazdy na nartach, ale zimowe weekendy możemy spędzać w Metabief. 

Na razie cieszę się jednak latem, ciepłem i słońcem (choć pada deszcz i ma lać do środy...) więc załączam kilka fotek, które zrobiliśmy telefonem podczas spontanicznego wypadu na zwiedzanie okolicy. Zdjęcia nie są najlepszej jakości, ale może choć trochę oddadzą klimat gór Jura :)

Najwyższy szczyt w naszej najbliższej okolicy to Le Mont d'Or, mierzący 1 463 m. n.p.m. Widać stamtąd Alpy, w tym Mont Blanc i Szwajcarię. Poniżej kilka zdjęć z naszego spontanicznego wypadu:

Le Mont d'Or
Drogowskazy dla osób chodzących po szlakach gór Jura

Widok z Le Mont d'Or
Widoczne Alpy w oddali i Mont Blanc
Panorama ze szczytu le Mont d'Or
Alpy i Mont Blanc w oddali
Widok ze szczytu le Mont d'Or
Widok z naszego balkonu na zaczynające się góry

Popołudnie w Besancon

    Dziś mimo kapryśnej pogody udało nam się zawitać do Besancon - bardzo ładnego i urokliwego miasta, które jest stolicą regionu Franche Comte. Miasto przypomina trochę Dijon (jest podobnej wielkości), ale mimo wszystko ma trochę inny klimat i czar. W stolicy naszego nowego regionu urodzili się bracia Lumiere i Victor Hugo - to tak na marginesie i jako ciekawostka :)

Odwiedzającym Besancon polecam koniecznie zwiedzenie starego miasta, pięknej synagogi (niestety była zamknięta więc nie udało nam się wejść do środka) i oczywiście cytadeli z XVII wieku. Wchodząc po niezliczonej ilości schodów można się nieźle spocić, ale widok ze szczytu wynagradza wszelkie trudy i znoje takiej wyprawy. Mam nadzieję, że następnym razem wybierzemy się na podziwianie panoramy miasta po zmroku - myślę, że widok może być całkiem interesujący z tysiącami świateł Besancon w tle (zamiast "męczyć się" wchodząc na cytadelę o własnych siłach, można dojechać samochodem - taka wersja dla bardziej "wygodnych", ciężarnych kobiet czy ludzi starszych bądź małych dzieci).

Miasto generalnie jest świetnie skomunikowane: mnóstwo linii autobusowych i budująca się właśnie sieć linii tramwajowych (co jest powodem wielu objazdów i sporego zamieszania w ruchu ulicznym póki, co, ale za kilka miesięcy zapewne wszystko wróci do normy, a Besancon będzie mogło pochwalić się nowiutkimi, szybkimi tramwajami). Dla posiadaczy własnego środka transportu również nie będzie problemu ze zwiedzaniem: w okolicach centre ville znajduje się mnóstwo parkingów, zarówno tych płatnych, jak i darmowych. Samo centrum jest dość rozległe, ale z wejściem na cytadelę i spacerując ciągle wolnym krokiem udało nam się zwiedzić śródmieście w ciągu około 4-5 godzin, tak więc nie jest źle ;) Niestety na kolację wracaliśmy już do domu, tak więc nie było nam dane odwiedzić żadnej restauracji z regionalną kuchnią. Myślę, że jeszcze wszystko przed nami - oboje z mężem nie możemy się doczekać nowości kulinarnych, ciekawych smaków, zapachów i kompozycji na talerzu. Tak nawiasem mówiąc, to nie skusiliśmy się na stołowanie w Besancon gdyż pogoda zaczęła się psuć, a do godziny 19:00 (kiedy to otwierają się knajpki) pozostały nam prawie dwie godziny... Niestety we Francji nie zjesz kolacji np. o 17:30, no chyba, że w McDonald's albo w okolicznym barze kebabowym. Nawiasem mówiąc w Besancon widziałam największą ilość knajp z kebabem w swoim życiu! Takie natężenie tego typu "restauracji" wprawiło w osłupienie również mojego męża. Nie spodziewaliśmy się, że co druga knajpa, to będzie lokal z kebabem... Osobiście nie jestem wielką fanką tego typu jedzenia, a po obejrzeniu kilka miesięcy temu filmu dokumentalnego (francuskiego) o jakości mięsa na kebab we Francji, odechciało mi się jadać takich smakołyków chyba do końca życia... W razie nagłego głodu i chęci na śmieciowe jedzenie wolę McChicken'a z frytkami ;)

Niestety kilka godzin, to zdecydowanie za mało aby zobaczyć wszystko w Besancon. Miałam wielką ochotę na wizytę w Muzeum Sztuk Pięknych i Archeologii, ale niestety się nie udało... Z Pontarlier do stolicy regionu mamy jakieś 57 km (dziś pokonaliśmy drogę spod domu do samego centrum Besancon w około 45-50 minut), więc na pewno za jakiś czas wrócimy tam na dłużej. Niedaleko naszego mieszkania znajduje się również przystanek autobusowy, z którego co godzina przez 7 dni w tygodniu odjeżdżają autobusy do Besancon - nie chcąc ciągnąć więc auta, mogę kupić bilet online i na spokojnie udać się na zwiedzanie stolicy Franche Comte nawet sama :) Myślę, że któregoś dnia skuszę się właśnie na wizytę w muzeum i przetestuję regionalny środek transportu ;)

Załączam poniżej kilka zdjęć z naszej dzisiejszej wycieczki. Dla chcących dowiedzieć się czegoś więcej o Besancon polecam świetną stronę tego miasta (niestety jedynie w języku francuskim).

Miłego wieczoru!

Widok na stare miasto w Besancon
Besancon

Synagoga w Besancon

Besancon

Stare miasto
Stare miasto
Muzeum Sztuk Pięknych i Archeologii w Besancon

Stare miasto
Stare miasto

Hotel de Ville, Office de Tourisme, Besancon

Stare miasto
Stare miasto
Stare miasto
Stare miasto
Stare miasto
Stare miasto
Stare miasto
W drodze na cytadelę
W Dijon była sowa, a w Besancon również podążamy śladami trójkątnych wskazówek dla turystów :)
Pominik Sebastiana Vauban'a - projektanta cytadeli-twierdzy w Besancon (i w kilku innych miejscach we Francji). Nawiasem mówiąc Vauban był nadwornym architektem króla Francji, Ludwika XIV.
Początek zwiedzania cytadeli
Cytadela
Kawiarenka w cytadeli

Le Muséum de Besançon

Panorama Besancon
Piękne widoki :)
Widok ze szczytu cytadeli

Widok na stare miasto
Panorama Besancon
Okienko :)
Widok na stare miasto
Cytadela
Widok na małe ZOO - jedna z atrakcji dla zwiedzających cytadelę
Panorama
Panorama
Wylegując się kangury (mieszkańcy ZOO pod cytadelą - chyba główna atrakcja dla dzieci)
Widok na stare miasto
Piękne widoki :)
Urokliwa fontanna w drodze powrotnej z cytadeli
Stare miasto c.d.
Stare miasto c.d.
Stare miasto c d.
Stare miasto c.d.
Stare miasto c.d.
Stare miasto c.d.


Sunday, June 2, 2013

Pozdrowienia z Pontarlier!

     No i już po przeprowadzce. Łatwo, szybko i bezboleśnie nie było, ale najważniejsze, że się udało i mamy ten bałagan za sobą :) Teraz tylko ogarnianie nowej rzeczywistości, mieszkania, miasteczka, itd., więc mam co robić.

Póki co nie jestem w stanie powiedzieć za wiele o Pontarlier i okolicy ponieważ praktycznie cały czas robię coś w domu, a wychodzę to tylko po szybkie zakupy do pobliskiego hipermarketu. Pogoda poza tym nie nastraja do spacerów bo ciągle leje i jest po prostu zimno! 10 stopni na plusie na początku czerwca, to raczej nie jest aura, na którą się czeka cały rok... Tak tęsknię za latem, ciepłem i słońcem, a niestety mamy z tym wszystkim problem we Francji ostatnimi czasy. No cóż, na pogodę nie mam wpływu więc teoretycznie nie powinnam się nią przejmować. Z drugiej jednak strony chciałabym wyjść na długi, ciepły spacer, włożyć japonki, poczuć słońce na twarzy i oddychać głęboko czystym, górskim powietrzem... Ach, marzenie ściętej głowy, ale prognozy mówią, że pod koniec przyszłego tygodnia ma być cieplej i słoneczniej. Oby!

Na razie nie zrobiłam żadnych zdjęć w nowym mieście, ale na pewno niedługo to nadrobię. W przyszłą niedzielę wybieramy się na wycieczkę po okolicy (o ile pogoda nie pokrzyżuje naszych planów) i wtedy na pewno będzie dużo nowych miejsc i fotek na blogu :) 

Powracając jednak do Pontarlier, to jest to naprawdę malutkie miasteczko, żeby nie powiedzieć taka trochę większa wieś (niecałe 20 tysięcy mieszkańców). Mieszkamy na "przedmieściu" więc wszędzie mamy daleko. Dobre to, że pod domem mamy chociaż Hyper U więc mogę w trzy minuty skoczyć po zakupy, odstając jednak swoje przy kasie w długich kolejkach. W Chalon obok naszej kamienicy mieliśmy Monoprix i Carrefour City więc biegło się po wodę, mleko czy śmietanę, szybko sprawnie i po krzyku. W obecnej sytuacji będę musiała "obadać" dni i godziny, w których wielki hipermarket jest najmniej oblegany (pewnie początek tygodnia i pory poranne). 

Nasze nowe miasto leży dość wysoko bo ponad 800 m n.p.m. Z okna widzimy góry - nie za duże, ale zawsze coś więc widok mamy ładny :) Cieszę się też jak dziecko z balkonu ponieważ uwielbiam usiąść sobie z książką i pyszną kawą na tarasie zanurzając się w ciekawej lekturze i delektując się ciepłym, słonecznym dniem... Na razie na przesiadywanie na balkonie nie mogę sobie pozwolić, no chyba, że w zimowej kurtce z termosem gorącej herbaty pod ręką ;) Myślę jednak, że takie "ekstremalne" przygody odłożę na cieplejsze dni.

Póki co, to chyba tyle moi drodzy! Pozdrawiam Was serdecznie życząc miłego wieczoru i udanego tygodnia!